Moja lista blogów

piątek, czerwca 23, 2017

Boże Ciało w Roermond- anons

              Ponieważ ja jestem inteligentna technicznie inaczej - zapraszam moich nielicznych czytelników na Madagaskar 08, gdzie ukazał się mój tekst na temat powyższy.
  Drugi raz tego nie będę pisać bo to będzie inny tekst.  a kopia mi gdzieś wsiąkła w przepaściach internetu...
  Wśród moich ulubionych jest ten Madagaskar 08 gdzie zawsze można wejść jak do Knezia.... Bardzo interesujący wspólny blog. Polecam......

poniedziałek, czerwca 19, 2017

Ballada s-f

                      Tak sobie czytam Onet.na ten przykład. W międzyczasie chadzam na różne blogi, które komentują polską rzeczywistość. Czasem coś obejrzę w niderlandzkiej albo niemieckiej tv.

       W mojej głowie  (nie to ,że blondynka jestem , no powiedzmy - platynowa blondynka ) wytworzyła się wizja....

       Kościół pod wodzą ojca  Grzyba oderwie się od Watykanu i zaleceń Papieża.
Polski kościół obwoła wiadomego pana swoim prywatnym papieżem.

   Po tej reformie nastąpią następne. Kobietom zostaną odebrane prawa obywatelskie. Kobieta - jako niższy podczłowiek będzie służyć li tylko do rozpłodu. Dziecka będą się rodzić na potęgę, ale żeby zaoszczędzić na szkolnictwie dla maluczkich będzie tylko podstawówka czteroklasową.
 Elita będzie mogła ukończyć średnią Szkołę za grube pieniądze.
   Ci najbogatsi, najzdolniejsi będą mieli wybór - seminarium i studia teologiczne , wybrańcy zaś będą ewentualnie Kończyc jakoweś studia  np  - polonistykę.. Być może języka polska nie upadnie ,za to inne nauki....
  Jak już się kler upora z  tym jakimś problemem ,kobiet, nauki i liberalnych i laickich myśli  w głowach maluczkich wyłoni się następny problem i to palący problem.
   Imigranci. Przychodzą do Polski tacy z nowymi ideami, innym kolorem skóry, ,nierzadko gadający pięcioma językami, wyznający zupełnie inna, wrażą religię , mający inne obyczaje ...o nie - Święta Polska  nie może sobie na to pozwolić...
  A od czego mamy Trampa? Przecież to Górnu w pewnych kręgach i to on wymyślił jak sobie poradzić z narkotykowym gangiem z Meksyku. Stawia mur...
   A my przecież mamy tylu wrogów dookoła  - jak granica szeroka i długa  - sami wrogowie...
I jeszcze na dobitkę ta wredna Unia zniosła granice... i tacy różni jak Ukraińcy mogą sobie do nas na wycieczki przyjeżdżać bez wiz... o nie - taka sytuacja nie może być...
   Obwoła się nowe wybory. J. K zostanie ogłoszony dożywotnio prezydentem, premierem i szefem  nad szefami......
    Problem  bezrobocia zostanie rozwiązany skutecznie - wszyscy co szukają pracy zostaną skierowani do budowy muru. Mur ma być olbrzymi ,szeroki ,wysoki i dobrze strzeżony przez   wojska Macierewicza.. Dronami wyprodukowanymi w  polskiej fabryce..rękami niewolników sprowadzonych  z Rosji....
 Przy czym pilnie będzie sprawdzane ,czy dany niewolnik ma odpowiednie rysy twarzy i biała skórę..... i czy właściwą religię wyznaje...
    I tak będziemy sobie wstawali z kolan, rozmnażali się na potęgę a za jakieś dwadzieścia lat wodę będziemy czerpali ze studni, mieszkali w chatach krytych strzechą i Polska będzie ,piękna swojska i wspaniała. No i potężna jak Hameryka.... Tyle , że bez drzew ale co tam... ,malutki mankament - przecież kiedyś nowe drzewa wyrosną... Tym bardziej ,że nie będzie dróg szybkiego ruchu ani szos, bo po co ....

     Otocznie murem i wojskiem będziemy się kisić w wiecznej szczęśliwości , ze swoim guru, swoim papieżem, swoim wojskiem i swoimi  dobrze wychowanymi ludźmi.. właściwie wychowanymi....

    Czy ja przesadziłam ????

 
 

środa, czerwca 14, 2017

Nowe ,katolickie doświadczenie. Jak to jest po holendersku.

   
       Jestem ateistką i właściwie nigdy się specjalnie nie interesowałam co się dzieje w kościele.
Limburg jest w większości katolicki, ale egzystują tu również wszystkie inne religie świata...Tradycyjnie jednak katolicy...
 
  W znajomej polskiej rodzinie rosło sobie pogańskie dziecko. Mała dziewczynka ,sześcioletnia gdzie matka właściwie nie  spieszyła się do  spełniania różnych obyczajów - gdzie nie przeszłoby to jej w jej wsi w Polsce.
  Mała dziewczynka została zaproszona na komunię do koleżanki . I oczywiście bardzo się jej podobało..
  Matka  - no tak - jak nie będzie chrztu ,to nie będzie komunii . Chyba muszę ochrzcić...
  Wypytałam nasża opiekunkę domu ,bo wiem ,że katoliczka i  tutejszym kościele się udziela jak taką rzecz załatwić i do kogo się zwrócić.
  Jeszcze tego samego dnia anioł naszego domu przyszedł ,że  na następny tydzień o ósmej wieczorem mamy spotkanie z księdzem.....w sprawie.

    Pojechałyśmy i nastąpił zdziw po zdziwie..
 
 Przyjął nas ksiądz w cywilnym ubraniu ,nawet koloratki nie miał ( czy ja pisałam już ,że ja tu nigdy nie widziałam księdza w sukience na ulicy?, mieszkam przecież  niedaleko kościoła)

   Na pytanie jakie papiery mamy dostarczyć- ksiądz się zdziwił. Acha potem powiedział, wiem , że w Polsce jest inaczej.. Żadnych  świstków o chrzcinach ,komuniach i bieżmowaniach...

    Na pytanie o koszta - odpowiedział co łaska. bez ale

 Ustaliliśmy termin. Chrzciny odbędą się 3- go sierpnia. Będzie jeden dzień wcześniej spotkanie przygotowujące do ceremonii.....

  Może to doświadczenie jakiego tutaj doznałam przesłać ojcu  R????



sobota, czerwca 10, 2017

Świt

              Czwarta rano. Rozlega się bicie zegara kościelnego - bima bam,bima bam - cztery razy.
Jeszcze cisza nocna, jeszcze ciemno ,ledwie ledwie pokazują się jakieś promyki słońca.
Robi się szaro, słońce powolutku wschodzi i nagle
piu,piu,pim pim rozlega  jak na zawołanie piuuuu, piu piuuuu z wielu gardeł. Włączają się jakieś piiii,piii i świr,, świr..  ..Muzyka właściwie jak dla mnie usypiająca i uspokająca..
Bima bam - to piąta.
Słychać pierwszy autobus...jedzie niby cicho  ale jakoś go słychać..
Ptaszki jednak zagłuszają ten nieprzyjemny zgrzyt cywilizacyjny..
O słychać Kukułki , kuka sobie..
Za chwilę włączają się dzikie gołębie czy co to jest,co usilnie się usiłuje zagnieżdżać nad  moimi drzwiami chociaż piękne gniazda mają na drzewach ..
 Bim-bam raz  tzn wpół do szóstej i nagle nad uchem  się rozlega kra, paskudne kraaa. Ta wrona czy kruk (jak robi kruk?)  akurat koło mojego okna z dachu drze mordę.
 Na chwilę ptasi jazgot zamilkł.. na szczęście na chwilę. To kra poleciało gdzie indziej krakać ale... świergoty i piukanie trwało w najlepsze gdy usłyszałam jakiś nowy odgłos. To niezydyntyfikowany ogoniasty, którego parę razy widziałam wydaje śmieszny dżwiek podobny to słabo naoliwionych zawiasów drzwiowych ...takie grummm,hrrem.... . To nie gęś ani kaczka to coś - może jakiś czaplowaty ??? Na żer się wybiera a stacjonuje gdzieś tu w pobliżu bo słyszę go co rano...
 Raz widziałam jak go goniły kruki wrony ale szczęśliwie uciekł...

Bima bam  szósta, siódma i wreszcie usypiam ukołysana ptasią muzyką.. Nie słyszę już zegara, nie słyszę ruchu ulicznego...

Pokochałam te  wiosenno - letnie  świergoty i piukania....
 Chyba specjalnie się budzę o takiej niesamowitej porze ,żeby wysłuchać koncertu...

środa, czerwca 07, 2017

Refleksje na temat poprzedniego wpisu...

                         Każdy zapewne się zapyta co mnie skłoniło  do pracy " na saksach"  w niesprzyjających okolicznościach natury.
   Nie miałam zamiaru ani tu zostawać ani się aklimatyzować . Zamysł był prosty - przepracować trzy miesiące, no może rok i wracać . Tylko się tak porobiło, że nie miałam gdzie wracać...
  I tak tkwiłam.. Zawieszona w próżni  , pracując w luksusowych warunkach ale na czarno ,bo wtedy jeszcze Polska nie była w Unii , obowiązywały inne przepisy i nie miałam wyboru.
  No dobrze.
 Wyjeżdżając z Polski wiedziałam, że nie będę siedzieć za biurkiem i niszczyć sobie kręgosłup ( praca siedząca bardzo niszczy). Nie znając żadnego zachodniego narzecza moje szanse na jakiś porządny job były żadne.
    Więc chwytałam się różnych prac, które były dla moich rąk dostępne.. Na czarno.
Papiery jakieś zdobyłam dopiero ho,ho,później ... Co było okupione też wielkim stresem  ale nieważne...
  I wtedy zaczęłam poznawać realia pracy i systemu pracy w Holandii bo jak tylko mogłam już to priorytetem dla mnie było praca na biało..
  Od zawsze przecież wiedziałam , że jeśli możesz liczyć na kogoś to najlepiej licz na siebie i to mi się zawsze  sprawdza....

System pracy wtedy był taki - już Polska weszła do Unii i Holendrzy otworzyli rynek pracy , najpierw w sektorze zielonym.
 Zgłaszało się do uizentbureau jakiegośs najlepiej jednak z veblijst dokumentem, CV i podpisywało się umowę z biurem na uizentbureaukrachte.
  Pośredniak szukał ci pracy. Praca dla niewykwalifikowanego pracownika była no gdzie - przy sprzątaniu szkół, biur, i bungalowów albo przy porach, szparagach cy rabarbarze ( czy pisałam już ,że maczetą cięłam rabarbar???))) Albo na zmywaku ,albo jako pomoc kuchenna albo śmieszne inne prace....
   Żeby się dostać  - jak w moim przypadku do DHL na dłużej trzeba było mieć szczęście i  zawziętość no i trochę mówić w jakimś narzeczu...
     Ja nie wybierałam - szłam tam pracować gdzie mi pracę oferowali.
 Nie zgrywam intelektualistki , nie sadzę się na to ,że jak mi się to powiodło czy nie  - uważam ,że zrobiłam wszystko co w mojej mocy ,żeby się samej utrzymać , zdobyć trochę stabilizacji , mojej własnej  niezależnej od nikogo...
 Wracając do zasiłków i systemu pracy.
   Jeżeli przepracowałaś   ciurkiem 10 miesięcy i nagle nie znalazłaś  ciągu pracy to miałaś prawo  do tzw. www.uitkieringu. Opiewał on na trzy miesiące i  dostawałaś 75% uzyskiwanych poprzednio zarobków.
 W międzyczasie byłaś zobowiązana do szukania pracy, zwiedzania wszelkich pośredniaków, a jeśli w międzyczasie wykonywałaś jakąś pracę w niewielkich godzinach , do musiałaś się rozliczyć co miesiąc z zarobionych pieniędzy i one były skrupulatnie odliczane od zasiłku....
  Jeżeli dalej nie znalażlaś pracy to miałaś prawo do tzw. bijstand uitkieringu. To był te same pieniądze, na tych samych zasadach ( w czasie mojej kariery zawodowej dostawali to tylko osoby zameldowanie i z holenderskim dokumentem) Też  comiesięczne rozliczanie, też obcinanie i zamieszanie w finansach bo ja durna byłam  - nie musiałam a jednak kurcze szłam do pracy już dawno po karierze w DHL i już dawno przekroczywszy wiek  "mobilny" dalej usiłowałam znaleźć sobie zajęcie)
  Gdy osiąga się 65 rok życia dostaje się AOW uitkiering co można  przetłumaczyć jako pomostową emeryturę. Te same pieniądze ale już nie muszę szukać pracy i mogę opuścić Holandię na trzy miesiące ...
  W międzyczasie znalazłam sobie tę Maksimnę. I pracuję , uczę się jako vrijvillige czyli w czynie społecznym. I sprawia mi to czasem dużą frajdę. Czasem dostaje  jakąś premie ale mnie nie o to chodzi.  Mam co robić i uczę się żyć w wielokulturowym społeczęnśtwie.
  Zapytacie być może dlazego ja się niby tak męczyłam . Przecież gdzieś indziej być może  było łatwiej .Powiem tak - ja się nie męczyłam. Wszystk co  robiłam z przyjemnością.. no może jednak szkół nie za bardzo lubię sprzątać to też tego nie robię...
   Nie wiem - ja się czuję w Holandii bezpiecznie. Wiem, że co by się nie stało , odpowiednie organy mi pomogą.
Są przepisy,które i państwo i ja musimy przestrzegać . Jeśli się trzymam swojego jest ok...

   Przyzwyczaiłam się.  Mogę psioczyć na takie czy inne rozwiązania. Ale w ostatecznym rachunku uważam ,że dla mnie te rozwiązania są dobre.

     Mam tylko do siebie pretensje... I to jest mój kompleks ale już nic ż tym nie zrobię. Że jednak nie pokusiłam się do  zdobycia wykształcenia, że wykazałam bardzo mało ambicji....
  Ale szczerze - nie za bardzo nad tym cierpię ....już..:))




poniedziałek, czerwca 05, 2017

Z powodu smutnego wpisu Klarki

                 Poczytałam , zgorszyłam się. Zasmuciłam i sięgnęłam pamięcią do moich doświadczeń...
   
     W takim systemie jak pracowała ostatnio Klarka ja pracowałam  w Holandii.
  Pierwszy kontrakt na biało otrzymałam  w restauracji greckiej . Opiewał na pół etatu i faktycznie umówiłam się z grekami ,że resztę będą mi wypłacali pod stołem na czarno.  Powód prosty . Miałam już swoje lata, i gdyby mnie zatrudnili na pełen etat musieli by ode mnie więcej podatku odprowadzać niż od małolata albo  ucznia. Bo tu jest próg podatkowy . I dlatego starsi ludzie nie znajdują zatrudnienia.
   Pracowałam od dziesięciu do dwunastu godzin dziennie. Grecy byli sumienni ,nie powiem   - w niedzielę wypłacali wszystkim co na czarno. Niestety niedziela to była najgorsza dniówka. I dlatego w niedzielę bo mieli zapewnioną pełną obsadę :))
Miałam szczęście bo jeśłi chodzi o pieniądze  - byli smumienni ale okazało się ,że cholernie wymagający.
Do moich obowiązków wtedy należało posprzątanie restauracji (na 400 osób ,żeby nie było), pozmywanie i pomoc kucharzowi w  przygotowaniu obiadów na 17-tą.  Tzn ,płukanie niezliczonej ilości sałat, obieranie krewetek, zmaganie się z ośmiornicami i takie tam drobne sprawy jak obieraniewiaderka czosnku itp radości..I zmywanie wielkich garów.....Cedzenie ryżu a jakże . Czy któś coś takiego robiił?  Cedzak wielkości  koła młyńskiego  i kurcze  -  przelewanie z garnka ryżu, przelewanie gorącą wodą - sama radość...
 
   Ja to wszystko wytrzymałam .Pewien Tarzan  mi powiedział ,że byłam jedyną kobietą w tej restauracji ,która siię tak długo utrzymała...Prawie rok..  Właściciele restauracji to byli Grecy , bracia i w dodatku homo....
   
 Potem było  praca dla pośredniaka. Pośredniak (piszę po polsku , bo nikomu nic nie powie ouizentbureaukrahte). Pośredniak kierował do firmy sprzątającej ,najczęściej na zastępstwo.. I w ten sposób pracowałam hah w CIta Verde Collęge.
   Tu już był o normalnie - miałam kontrakt i  płacili tyle ile było w umowie na godzinę.
Wtedy jeszcze było tak ,że jak się firmie spodobałaś to po pól roku mogłąs bezpośrednio przejść na kontrakt do firmy i taką sszanse dostałam .
 Szczerze powiedziawszy  miałam podpisać to całe sprzątanie kiedy pojawiła się szansa pracy w DHL na pełen wymiar godzin.. Tak ,
  Dalej byłam zatrudniona przez pośredniaka. Dostawało się wtedy kontrakt z DHL na 3 miesiące i jeżeli w niczym nie podpadłaś mogli ci  przedłużyć na rok, np albo na następne 3 miesiące ....
 Mogłaś tak pociągnąć do dwóch lat ale, po półtora roku przymusowo  musiałaś  opuścić zakład i iść na zasiłek. Po 3 miesiącach albo firma się po ciebie zgłosiła albo sobie   szukałaś nnej roboty...
 
  Przyzwyczajona z Polski ,( bo w Polsce to ja pracowałam jeszcze w innym ustroju) ,że jak chce pracować to nie mam problemu  nagle  wpadłam w system gdzie niestety życie polega na ustawicznym szukaniu pracy i  modleniu  się o stały kontrakt.

   Teraz się to podobno troszkę zmienia ale ...do dzisiaj dostaje sms-y od WIertz (pośredniak) najczęściej 24 grudnia,że nagle, natychmiast potrzebują moich nadwątlonych zębem czasu sił....

  Klarko - bardzo mi Cie szkoda. . Po dwudziestu latach na saksach ,zrozumieniu na czym polega ten system , życzę Ci - bo warunki są jakie są ,żebyś w końcu trafiła na bardzo dobrą firmę, która dba i o pracowników i swoją markę. Nawet jak to jest tylko firma  sprzątająca...

piątek, czerwca 02, 2017

Drobne przyjemności..

     Czyli jak można sobie zrobić przyjemność w czasie upału.
  Można na ten przykład zaprosić siostrę na obiad.
Siostra ma jakiś bliżej niezidentyfikowany  dół. więc sobie pomyślałam ,że zrobię obiadek...
Zrobiłam.
Na pierwsze danie i ostatnie były lody waniliowe z owocami i śmietaną. Za kompocik posłużyło proseco brut z truskawką w środku.
  Obiad był podany w  ruskiej porcelanie  - w zasadzie w barszczówkach albowiem jeszcze nie posiadam specjalnych naczyń do lodów .
 Zdjęć nie porobiłyśmy . Obiad został skonsumowany zanim przyszło nam do głowy zrobić zdjęcie:))
 Nie powiem - jedzonko w upalny dzień było baaardzo dobre i znakomicie wpływające na dobre nastawienie do życia.
 
  Tak poza tym żyję. Pan doktor mnie ratuje medykamentami wpływającymi na kilogramy...
Talię mi już ktoś dawno ukradł i wszystkie ciuchy coraz bardziej się wstępują.
To jeszcze nie jest najgorsze - najgorsze ,że boję się gdziekolwiek wyjechać ... Na wymarzony urlop ,bo muszę sama..
  A to już jest pół zabawy. Bo komuś obcemu tłumaczyć się ,że nie za wiele mogę jest trudno...
Ze już nie mogę zrobić 10 km pieszo, że niekoniecznie lubię rejwach i nocne życie w klubach...Ze chętnie pojechałabym na słoniu, wielbłądzie czy innym koniu ale nie wiem czy moje płuca to zniosą itd, itp... I w tym momencie najbardziej mi pasuje lodowy obiad z moją siostrą.....

Swoja drogą - niech mi tylko przejdą te duszności !!!                                                                                  A poniżej zastawa ,w której podany był obiad. Jak widać zjedzony i wypity do ostatniej kropelki :))